Kiedy praca nie kończy się po wyjściu z biura. Przebodźcowanie, napięcie i objawy z ciała

tężyczka stres

Jest taki moment, którego często nie widać w wynikach kwartalnych, prezentacjach ani na spotkaniach statusowych.

Laptop jest już zamknięty. Telefon leży obok. Formalnie dzień pracy się skończył. A ciało nadal pracuje.

Szczęka jest zaciśnięta. Ramiona pozostają wysoko. Serce trochę za szybko. Trudno przestać myśleć o tym, co wydarzyło się na ostatnim spotkaniu. W głowie przewijają się rzeczy, które trzeba jeszcze zrobić jutro. Wieczorem przychodzi zmęczenie, ale nie sen. Czasem pojawia się kołatanie serca, drżenie, napięcie brzucha, ból głowy albo poczucie, że trzeba wziąć głęboki oddech, choć właściwie nie wiadomo dlaczego.

I przez jakiś czas można mówić sobie, że to normalne, że tak mamy, że taki jest świat i praca.

Presja na projekcie się zwiększa. Dochodzi duża odpowiedzialność. Deadliny. Zmiany. Klienci. Zarząd. Zespół. Slack, Teams, telefon, mail, kolejne spotkanie i jeszcze jedno „czy możemy szybko wrócić do tego tematu?”.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy ciało przestaje mieć gdzie odpocząć.

U mnie wyglądało to bardzo podobnie. To był czas dużych, odpowiedzialnych projektów, w których miałam naprawdę dużo przestrzeni do działania – mogłam wykorzystywać swoją kreatywność, brać odpowiedzialność za wynik, zarządzać zespołem, podejmować decyzje. Zawodowo byłam wtedy w ważnym dla mnie momencie. Miałam ambicję, chciałam budować swoją karierę, rozwijać się i iść dalej. Lubiłam to, co robiłam, i jednocześnie stawiałam sobie bardzo dużo wymagań. Dzisiaj widzę, że długo potrafiłam traktować ten sposób funkcjonowania jako swoją siłę. W tym samym czasie zaczęły nakładać się na siebie rzeczy, które nie miały już nic wspólnego z samą pracą. Narastał konflikt w relacji, pojawiało się dużo napięcia i emocji, których nie było łatwo pomieścić. Z jednej strony próbowałam dalej działać, rozwijać się, być odpowiedzialna i skuteczna. Z drugiej – mój organizm miał już coraz mniej przestrzeni, żeby to wszystko pomieścić. W pewnym momencie tych warstw zrobiło się po prostu za dużo. I właśnie wtedy ciało zaczęło mówić znacznie głośniej niż wcześniej.

Przebodźcowanie nie jest diagnozą medyczną. Podobnie samo napięcie czy zmęczenie nie pozwalają powiedzieć, że ktoś ma wypalenie zawodowe albo tężyczkę. Mogą jednak być sygnałem, że organizm od dłuższego czasu funkcjonuje pod dużym obciążeniem.

I czasem właśnie ciało zauważa to wcześniej niż my. Jest naszym osobistym sygnalistą.


Gdy ciało mówi „stop”: Fizyczne objawy przebodźcowania i pracy w ciągłym stresie

Stres nie dzieje się wyłącznie „w głowie”. Kiedy czujemy presję albo zagrożenie, organizm uruchamia fizjologiczną odpowiedź stresową. Pojawiają się między innymi hormony takie jak adrenalina i kortyzol, a ciało może wejść w stan większej gotowości. Jeśli takie pobudzenie utrzymuje się długo, mogą pojawiać się różne fizyczne objawy stresu: napięcie mięśni, bóle głowy, problemy ze snem, dolegliwości żołądkowe, przyspieszone bicie serca czy poczucie przeciążenia. (źródło: nhs.uk )

W pracy łatwo tego nie zauważyć, zwłaszcza jeśli jesteśmy osobą, która dobrze funkcjonuje pod presją.

Bo przecież jeszcze działam. Jeszcze odpowiadam na maile. Jeszcze prowadzę spotkanie. Jeszcze umiem się uśmiechnąć. Jeszcze zrobię prezentację na jutro. Jeszcze…Jeszcze…

Ciało może jednak zacząć wysyłać sygnały, których coraz trudniej nie zauważyć.

Od drżenia powiek po ataki duszności – jak objawia się przeciążenie układu nerwowego?

Jedna osoba zaczyna mieć problemy ze snem. Ktoś inny zauważa napięcie karku albo szczęki. U kogoś pojawiają się bóle głowy, problemy żołądkowe czy kołatanie serca. Czasem dochodzi do drżenia, uczucia duszności, zawrotów głowy albo mrowienia.

I teraz uwaga: podobne objawy mogą pojawiać się przy stresie, lęku i hiperwentylacji, ale mogą też mieć przyczyny medyczne. Hiperwentylacja może powodować między innymi duszność, mrowienie, drżenia, zawroty głowy, a w niektórych sytuacjach również objawy tężyczkowe związane ze zmianami gospodarki kwasowo-zasadowej. Jest to jednak rozpoznanie z wykluczenia, a nie coś, co można stwierdzić na podstawie samego opisu objawów. (źródło: Merck Manuals ) Piszę o tym, by nie dewaluować przyczyny medycznych, nie pomijać ich, bo też są ważne.

Wypalenie zawodowe, wysoki kortyzol i tężyczka utajona – jak są ze sobą powiązane?

Tu warto rozdzielić kilka rzeczy, które w internecie bardzo często wrzuca się do jednego worka.

Wypalenie zawodowe jest przez WHO ujmowane w ICD-11 jako zjawisko związane z pracą, a nie jako choroba medyczna. Jest związane z przewlekłym stresem zawodowym, którego nie udało się skutecznie opanować, i obejmuje m.in. wyczerpanie, rosnący dystans lub cynizm wobec pracy oraz poczucie obniżonej skuteczności zawodowej. (źródło: Światowa Organizacja Zdrowia)

Tężyczka natomiast jest zjawiskiem medycznym związanym z nadmierną pobudliwością nerwowo-mięśniową. Może być związana między innymi z zaburzeniami wapnia, magnezu, potasu albo gospodarki kwasowo-zasadowej. Hiperwentylacja również może prowadzić do zmian, które wywołują objawy tężyczkowe (źródło Cleveland Clinic).

Zobaczcie sami, jak dużo jest tutaj podobieństw w objawach – a jak różne, medyczne mogą być ku temu powody.

Nie ma więc prostego równania:

dużo stresu = tężyczka.

Może natomiast istnieć bardzo realne miejsce, w którym te doświadczenia się spotykają.

Człowiek długo pracuje pod presją. Śpi za mało. Nie ma kiedy się regenerować. Pije kawę, żeby utrzymać tempo. Przechodzi z jednego zadania w drugie bez chwili przejścia. Je w biegu albo nieregularnie. Przestaje zauważać zmęczenie, bo przecież jeszcze trzeba dowieźć projekt.

To tylko przykładowa historia, jedna z wielu jakie się przy tężyczce pojawiają.

Dlaczego kawa, presja i brak regeneracji błyskawicznie wypłukują magnez i elektrolity?

Ten popularny sposób opowiadania o stresie wymaga korekty.

Kawa i przewlekły stres nie działają jak kran, który otwieramy i nagle „wypłukujemy” z organizmu magnez czy wszystkie elektrolity. Gospodarka mineralna organizmu jest bardziej złożona, a nerki regulują wydalanie magnezu. Niedobór magnezu może mieć różne przyczyny, między innymi problemy żołądkowo-jelitowe, choroby przewlekłe, niektóre leki czy nadmierne straty (źródło ODS).

Dlatego przy podejrzeniu tężyczki nie warto samodzielnie dochodzić do wniosku: „jestem przebodźcowana, więc na pewno mam niedobory”.

Ale z punktu widzenia psychoterapii interesuje mnie coś innego:

Dlaczego człowiek doszedł do momentu, w którym kawa jest potrzebna, żeby przeżyć dzień pracy?

Dlaczego odpoczynek stał się czymś, na co trzeba zasłużyć?

Dlaczego sygnały zmęczenia pojawiają się dopiero wtedy, kiedy organizm jest już bardzo głośny?

To są pytania, których wynik badania magnezu czy wapnia nie rozwiąże.


Wysoki kortyzol a objawy somatyczne – czego naprawdę możemy się spodziewać?

Kortyzol rzeczywiście jest jednym z hormonów związanych z odpowiedzią organizmu na stres. To jednak nie oznacza, że każdy człowiek żyjący w napięciu ma „za wysoki kortyzol” ani że pojedynczy wynik kortyzolu wyjaśni jego objawy.

Prawdziwy nadmiar kortyzolu jako zaburzenie hormonalne, np. w zespole Cushinga, jest czymś innym i wymaga odpowiedniej diagnostyki. Objawy takiego zaburzenia są szersze i charakterystyczne, a rozpoznanie opiera się na ocenie klinicznej oraz odpowiednich testach hormonalnych, a nie na prostym założeniu, że ktoś jest zestresowany (źródło NIDDK).

Dlatego zamiast mówić: „Masz wysoki kortyzol, bo za dużo pracujesz pod presją” wolę powiedzieć: „Twój organizm może od dłuższego czasu funkcjonować w trybie wysokiej gotowości.” 

To subtelna, ale ważna różnica.

Bo nawet jeśli nie mamy żadnego zaburzenia hormonalnego, możemy przecież żyć tak, jakby cały czas coś było do zrobienia, naprawienia, przewidzenia albo uratowania.

I właśnie taki styl funkcjonowania może być ważnym tematem terapii.


Ciało jako ostatni hamulec bezpieczeństwa – perspektywa Psychologii Procesu

W psychologii procesu ciało nie jest maszyną, która przeszkadza nam w realizowaniu celów. I nie jest też czymś, co trzeba natychmiast „naprawić”, żeby można było wrócić do produktywności.

Stawiam bardziej na pytanie: co dzieje się z człowiekiem, kiedy przez długi czas żyje szybciej niż jego własne granice?

Często osoba, która przychodzi z objawami z ciała, jest bardzo dobrze przystosowana do działania. Potrafi się mobilizować. Odpowiada za innych. Dowozi. Rozwiązuje problemy. Nawet kiedy jest trudno, znajduje sposób, żeby jeszcze trochę wytrzymać.

I właśnie dlatego łatwo nie zauważyć momentu, w którym „dam radę” przestaje być siłą, a zaczyna być jedynym dostępnym sposobem funkcjonowania. Ciało czasem staje się wtedy ostatnim miejscem, które jeszcze ma możliwość powiedzenia: nie dam już rady działać w ten sposób.

Nie zawsze w formie wielkiego załamania. Czasem przez bezsenność. Czasem przez napięcie, którego nie można rozluźnić. Czasem przez kołatanie serca, problemy z oddychaniem, żołądkiem, ból albo zmęczenie, które nie mija po weekendzie.

Nie twierdzę, że każdy taki objaw jest „wiadomością od ciała”. Takie romantyczne podejście do psychosomatyki byłoby dla mnie równie redukujące jak traktowanie ciała wyłącznie jak maszyny.

Ale warto zauważyć, że ciało uczestniczy w naszym życiu. I czasem pokazuje coś, czego świadoma część nas jeszcze nie chce albo nie może zobaczyć.

U mnie pierwsze sygnały wcale nie wyglądały jak wielki alarm. Najpierw drgała mi powieka. Pojawiły się pierwsze problemy ze snem, takie poczucie, że jestem zmęczona, ale nie potrafię naprawdę zejść z obrotów. Towarzyszyło mi też niemal ciągłe poczucie wewnętrznej gotowości — jakbym cały czas na coś czekała, była przygotowana do działania, choć przecież nic konkretnego właśnie się nie działo.

Z perspektywy czasu widzę też, że dużo energii kosztowała mnie wtedy relacja, w której dawałam z siebie zdecydowanie za dużo i która nie była dla mnie dobra. W tamtym momencie nie umiałam jeszcze zatrzymać się przy tym doświadczeniu. Co więcej, mimo całego tego napięcia nadal chciałam więcej. Więcej działać, więcej osiągnąć, bardziej się rozwinąć. Ambicja nie mówiła mi: „zwolnij”. Raczej: „jeszcze trochę”.

I chyba właśnie dlatego tak długo trudno było mi poprosić o pomoc. Do lekarza poszłam później, niż powinnam. Trudno było mi też powiedzieć bliskim, że naprawdę nie czuję się dobrze. Wydawało mi się, że to zaraz minie, że jeszcze tylko trochę odpocznę i wszystko wróci do normy. Przecież nadal funkcjonowałam. Nadal pracowałam, podejmowałam decyzje, brałam odpowiedzialność i robiłam to, czego ode mnie potrzebowano.

Dzisiaj myślę, że to jest jeden z bardziej podstępnych momentów przeciążenia: można już dostawać pierwsze sygnały od ciała, a jednocześnie nadal czuć się osobą, która „daje radę”. I chyba właśnie dlatego tak łatwo przegapić moment, w którym organizm zaczyna mieć za dużo.


Jak przestać traktować własne ciało jak narzędzie do dowożenia wyników?

To pytanie brzmi trochę przewrotnie, szczególnie kiedy pracuje się w środowisku, w którym bardzo łatwo zmierzyć własną wartość tym, co zostało zrobione.

Projekt dowieziony. Prezentacja gotowa. Klient zadowolony. Cel osiągnięty. Kolejny target.

Trudniej zmierzyć coś innego: ile energii kosztowało mnie dojście do tego miejsca.

Wiele osób z biznesu świetnie zna sposób funkcjonowania oparty na mobilizacji. Kiedy pojawia się problem, zwiększamy tempo. Kiedy jest za dużo zadań, robimy listę. Kiedy jesteśmy zmęczeni, pijemy kawę. Kiedy jest trudny tydzień, mówimy sobie, że następny będzie spokojniejszy.

A następny tydzień często wygląda tak samo.

W pewnym momencie trzeba więc zadać sobie pytanie, czy problemem jest wyłącznie liczba zadań. Czy może również sposób, w jaki nauczyliśmy się odpowiadać na wymagania. Jest dużo pytań od których spokojnie można zacząć:

Czy każda prośba wymaga natychmiastowej reakcji?

Czy muszę być dostępna?

Czy mogę powiedzieć „nie wiem”?

Czy mogę zrobić coś wystarczająco dobrze, zamiast idealnie?

Czy odpoczynek ma wartość tylko wtedy, kiedy potem będę bardziej produktywna?

To nie są pytania o lepszą organizację czasu. Czasem są pytaniami o relację z samą sobą.

W psychologii procesu interesowałoby mnie również to, jaka część osoby jest najbardziej obecna w takim sposobie działania. Ta, która musi dowieźć? Ta, która boi się zawieść? Ta, która nie może się zatrzymać? A może ta, która bardzo długo czekała na moment, kiedy ktoś wreszcie zauważy, że jest jej za dużo?

Czasem potrzebna jest nie kolejna strategia produktywności, tylko możliwość spotkania z częścią siebie, której w codziennym funkcjonowaniu prawie nie słychać.


Fizyczne objawy stresu w pracy – kiedy warto potraktować je poważnie?

Nie chodzi o to, żeby każde napięcie po intensywnym dniu traktować jak sygnał choroby.

Ciało reaguje na stres. To część normalnej fizjologii. Problem pojawia się wtedy, kiedy objawy są uporczywe, nasilają się, wpływają na sen albo codzienne funkcjonowanie i zaczynają organizować życie.

Jeśli pojawia się kołatanie serca, duszność, omdlenie, ból w klatce piersiowej, wyraźne objawy neurologiczne, nowe lub silne zaburzenia czucia, drgawki albo inne niepokojące objawy, potrzebna jest konsultacja medyczna. Psychoterapia nie powinna służyć do tłumaczenia objawów, których najpierw nie oceniono medycznie.

Natomiast kiedy medyczna część jest zaopiekowana, można zadać sobie kolejne pytanie:

co moje życie robi z moim ciałem — i co ja robię z tym, co ciało mi pokazuje?

To jest już bardzo dobry moment na psychoterapię.


Obja­wy tężyczki a praca pod presją

Jeżeli masz rozpoznaną tężyczkę albo jesteś w trakcie diagnostyki, praca pod presją może być szczególnie trudnym kontekstem. Objawy tężyczkowe mogą pojawiać się w bardzo konkretnym życiu. W życiu osoby, która śpi za mało, jest długo napięta, funkcjonuje na wysokich obrotach, ma mało miejsca na regenerację i zaczyna traktować zmęczenie jak kolejny problem do rozwiązania.

Wtedy nawet kiedy przyczyna objawów wymaga diagnostyki medycznej, psychoterapia może być pomocna w zobaczeniu całego kontekstu. Oprócz wcześniejszych pytań pojawiają się przykładowo, kolejne:

Co się dzieje z moim oddechem podczas napiętego spotkania?

Czy zauważam ciało dopiero wtedy, kiedy już bardzo głośno protestuje?

Czy potrafię wyjść z trybu działania, kiedy formalnie nie ma już nic do zrobienia?

Czy mam w swoim życiu jakiekolwiek doświadczenie odpoczynku, które nie służy późniejszej produktywności?

I może najważniejsze:

czy umiem być ze sobą również wtedy, kiedy niczego akurat nie dowożę?


Pierwsza konsultacja psychoterapeutyczna – jak wygląda praca z objawami z ciała?

Pierwsza konsultacja nie jest testem. Nie trzeba przychodzić z gotową diagnozą psychologiczną. Nie trzeba wiedzieć, czy przyczyną jest stres, wypalenie, lęk, tężyczka albo coś jeszcze. Nie trzeba też przychodzić z przekonaniem, że psychoterapia na pewno jest rozwiązaniem.

Można przyjść z dużo prostszym zdaniem:

„Jestem ciągle zmęczona i nie wiem, kiedy przestałam odpoczywać.”

Albo:

„Moje ciało zaczęło reagować, a ja nadal próbuję funkcjonować jak wcześniej.”

Albo:

„Lekarz mówi, że nie ma nic pilnego, ale ja nie czuję się dobrze.”

Podczas pierwszej konsultacji możemy zobaczyć, jak wygląda Twoja sytuacja. Jak funkcjonujesz w pracy, co dzieje się z ciałem, kiedy napięcie rośnie, jak śpisz, co robisz, kiedy pojawiają się objawy, czego się wtedy boisz i co próbujesz zrobić, żeby odzyskać kontrolę.

W nurcie psychologii procesu będziemy też zwracać uwagę na samo doświadczenie ciała. Nie po to, żeby szybko je zinterpretować. Raczej żeby zacząć zauważać jego sygnały wcześniej.

Może pojawić się pytanie o to, co dzieje się przed objawem. O sposób, w jaki oddychasz. O napięcie. O konflikt pomiędzy tym, czego od siebie wymagasz, a tym, czego potrzebujesz.

Czasem właśnie tam pojawia się pierwszy kawałek zmiany.

 

Jeśli jesteś w podobnym miejscu

Ciało jako ostatni hamulec bezpieczeństwa – perspektywa Psychologii Procesu

Gdy przez długi czas ignorujemy zmęczenie, a kolejne granice są przekraczane, organizm w końcu sam zaciąga hamulec bezpieczeństwa. Z perspektywy Psychologii Procesu, objawy somatyczne – drętwienia, duszności, wybudzenia czy skurcze – nie są złośliwą awarią systemu, którą trzeba jak najszybciej wyciszyć.

Bardzo często są one jedynym głosem w nas, który miał wystarczającą siłę, by powiedzieć „stop” i ochronić nas przed całkowitym wyczerpaniem.

Praca psychoterapeutyczna z objawami z ciała nie polega na szukaniu prostych odpowiedzi czy wmawianiu sobie, że „to tylko psychika”. Zamiast walczyć z ciałem, uczymy się odczytywać sygnały, które wysyła, i przywracać poczucie bezpieczeństwa w układzie nerwowym.

.

Zakończenie

Można długo funkcjonować pod presją i nadal być bardzo skuteczną osobą.

Można robić karierę, zarządzać zespołem, prowadzić projekty, być osobą, na której inni polegają — i jednocześnie coraz mniej czuć, co dzieje się we własnym ciele.

Problem w tym, że ciało nie zna Excela. Nie wie, że deadline jest ważniejszy. Nie wie, że prezentacja musi być gotowa. Nie wie, że „jeszcze tylko ten tydzień”. Reaguje na to, jak naprawdę żyjemy. I czasem właśnie dlatego objaw z ciała pojawia się w momencie, kiedy wszystko miało przecież działać dalej.

Nie traktowałabym go ani jako wroga, ani jako tajemnej wiadomości, którą trzeba natychmiast rozszyfrować. Najpierw warto sprawdzić, co dzieje się medycznie. A potem można zrobić coś równie ważnego: zatrzymać się i zobaczyć, jaką cenę płacę za sposób, w jaki funkcjonuję.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy przebodźcowanie i stres w pracy mogą dawać objawy tężyczki?

Przebodźcowanie oraz przewlekły stres nie są bezpośrednią, jedyną przyczyną tężyczki, ale mogą znacznie nasilać jej objawy. Długotrwałe napięcie wywołuje nawyk spłyconego i szybkiego oddechu (hiperwentylacja) oraz wzmaga wydalanie elektrolitów, co przy istniejącej nadpobudliwości nerwowo-mięśniowej może wywołać lub zaostrzyć drętwienia, skurcze czy uczucie duszności.

Jak odróżnić wypalenie zawodowe od objawów somatycznych i tężyczki?

Wypalenie zawodowe (według klasyfikacji ICD-11) dotyczy sfery psychicznej i zawodowej – objawia się wyczerpaniem, cynizmem oraz brakiem poczucia skuteczności w pracy. Tężyczka utajona jest zaburzeniem o charakterze medycznym, związanym z nadmierną pobudliwością mięśni i nerwów. Obie te sytuacje mogą jednak występować jednocześnie: przewlekły stres zawodowy przeciąża układ nerwowy, co ułatwia ujawnienie się objawów z ciała.

Kiedy z objawami przebodźcowania z ciała warto zgłosić się do psychoterapeuty?

Do psychoterapeuty warto zgłosić się wtedy, gdy wyniki podstawowych badań lekarskich nie tłumaczą w pełni doświadczanych dolegliwości, a objawy z ciała (kołatanie serca, napięcie, problemy ze snem, mrowienia) utrzymują się mimo prób odpoczynku. Terapia pomaga zrozumieć fizjologiczną odpowiedź organizmu na stres i przerwać pętlę lęku przed kolejnym napadem napięcia.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *